o wszystkim (Reklama: ,)
Zażartowała, że jakiś pasażer kiedyś zapytał ją, czy Santa Fe leży siedem tysięcy stóp nad poziomem morza przez cały rok. Decker nie odczuł żadnej fizycznej reakcji na wysokość, ale tego można się było spodziewać. W końcu szkolili go, żeby nic sobie nie robił ze skoków spadochronowych z dużych wysokości, kiedy to spadochron otwierał się bardzo nisko, na dwudziestu tysiącach stóp. Zauważył natomiast, jak przejrzyste było tu powietrze, jak niebieskie niebo, jak jasne słońce i zrozumiał, dlaczego na plakacie na lotnisku nazwano Nowy Meksyk „krainą tańczącego słońca". Wjechał na płaskowyż i to, co zobaczył, zaparło mu dech w piersiach. Gdy spojrzał w lewo, ujrzał pagórkowaty, pustynny pejzaż, który zdawał się rozciągać setki mil na północ i na południe. Na zachód widoczność ograniczały odległe góry, które wydawały się wyższe i szersze niż te, które obserwował w Albuquerque. Stopniowo wspinająca się droga powiodła go przez ostre zakręty. Decker poczuł się, jakby stanął na szczycie świata. Madrid, Decker wciąż musiał przypominać sobie, że nazwę tę wymawia się z akcentem na pierwszą sylabę, był mieściną składającą się z baraków i drewnianych domków, w większości zajętych przez ludzi, którzy wyglądali jak niedobitki kontrkultury lat sześćdziesiątych.


